
Pewnie jeszcze nie nadmienialam, ze mamy fantastycznych landlordow. To para w wieku moich rodzicow: Kristina i Jorgo, a ze mieszkali w Australii przez 30 lat, to sa Cristine and George! Bardzo serdeczni, zyczliwi, troskliwi, opiekunczy, goscinni, towarzyscy (juz mi nie przychodza zadne pozytywne przymiotniki do lba to wieczorowo poro...). Mieszkaja nad nami i maja wnuczka (1 z 3) Jorgo (tu wnuk bierze imie dziadka, nie ma zmiluj), czyli George, ktory w zeszlym miesiacu skonczyl 4 lata. Prawie kazde popoludnie spedza u dziadkow, wiec z Teolem. Na poczatku moj dziki syn sie najezal i nie chcial Go widziec w 'swoim' ogrodku, ale teraz jest super, chlopaki kopia razem pile, szepczac chowaja sie za winklem, ze niby maja tam jakas tajemnice albo po prostu wpadaja do domu jak burza i tak samo wypadaja, itd. A wszystko to w jezyku gdzies pomiedzy greckim, polskim a angielskim. A my z Krystyna kawa-herbata i swoje ploty mamy. Babka nie doczekala corki, dwoch synow ma a tamci w sumie 3 wnukow Jej dali, wiec milo sie nam gaworzy.
Zalaczam pikczersy Jorgo i Teo. Nastepna raza sasiedzi!!
No comments:
Post a Comment