Sunday, December 27, 2009

i'm coming!!

Spokojnie, na razie sprawdzam grunt. Chcialabym odwiedzic nasz kraj-raj w drugiej polowie stycznia lub lutego. I jest pytanie: Kto, gdzie, kiedy? Poniewaz moj czas jest dosc elastyczny, to chetnie sie dostosuje, zeby zobaczyc sie z jak najwieksza iloscia osob. Wiec piszcie na mejl czy tu, dajcie znac co sie z Wami bedzie dzialo w tych okresach czasu.
Pozostaje jeszcze kwestia na jak dlugo bede goscic. A wiec tocze wlasnie walke z moim Stifkiem pomiedzy 10 a 14 dniami i czy to zawiera dolot i odlot i w ogole sie klocimy nieomalze o godziny. Takie z nas papuzki.
Czekam, caluje.

p.s. Nafplio na dzis: 22 stopnie Celcjusza. Tloczno na Starowie, turysci przybyli licznie na swiateczna przerwe.
Drugi Dzien Swiat spedzilismy na plazy, ja dzisiejsze przedpoludnie w lozku z lekkiego przejedzenia.

Thursday, December 17, 2009

christmas tree

Wreszcie jest! Wyczekiwana przez Teola (i przez nas dla Teola) choinka! Nie jest to swierk, nie jest to rowniez jodla, sosna, etc, tylko tuja. I to w donicy. Wiem, niezla przygoda, ale za granicami katolickiej i jakze tradycyjnej ojczyzny mozna sobie chyba pozwolic na odrobine extrawagazy, he? (Szczegonie, ze totalnym szalenstwem byloby kupno powyzszych drzewek - 50 euro)

Na focie, ozdobiona nietlukacymi sie (!) bombami i pomalowanymi szyszkami wlasnej roboty.

Alleluja!

Monday, December 14, 2009

chlopaki




Pewnie jeszcze nie nadmienialam, ze mamy fantastycznych landlordow. To para w wieku moich rodzicow: Kristina i Jorgo, a ze mieszkali w Australii przez 30 lat, to sa Cristine and George! Bardzo serdeczni, zyczliwi, troskliwi, opiekunczy, goscinni, towarzyscy (juz mi nie przychodza zadne pozytywne przymiotniki do lba to wieczorowo poro...). Mieszkaja nad nami i maja wnuczka (1 z 3) Jorgo (tu wnuk bierze imie dziadka, nie ma zmiluj), czyli George, ktory w zeszlym miesiacu skonczyl 4 lata. Prawie kazde popoludnie spedza u dziadkow, wiec z Teolem. Na poczatku moj dziki syn sie najezal i nie chcial Go widziec w 'swoim' ogrodku, ale teraz jest super, chlopaki kopia razem pile, szepczac chowaja sie za winklem, ze niby maja tam jakas tajemnice albo po prostu wpadaja do domu jak burza i tak samo wypadaja, itd. A wszystko to w jezyku gdzies pomiedzy greckim, polskim a angielskim. A my z Krystyna kawa-herbata i swoje ploty mamy. Babka nie doczekala corki, dwoch synow ma a tamci w sumie 3 wnukow Jej dali, wiec milo sie nam gaworzy.

Zalaczam pikczersy Jorgo i Teo. Nastepna raza sasiedzi!!

Thursday, December 3, 2009

news

Kochani, zeby tak bardziej formalnie, czyli na blogu, chcialam powiedziec publicznie, ze z poczatkiem maja spodziewamy sie Ninki. W poniedzialek bedziemy wiedziec jak sie ma. Ja mam sie dobrze! Brzuchol mi tylko wywalilo jak globus. Dziwne jakies to, ze nam sie przytrafiaja dzieciaczki za granicami Polandu. Moze wyczuwaja, ze nie ma co sie ladowac sie do polskiego szpitala. I maja racje.
Dziadek moj wlasnie jutro opuszcza takowy po miesiacu koszmaru na oddziale kardiologicznym. Twardziel.
Oprocz tego wszystkiego jest bosko. Nicnierobienie dobrze mi robi. Szczegolnie, ze tu grecka zlota jesien, czyli 22 w cieniu. Sniadania w ogrodzie (, lunche tez!), potem plaza na spacer albo piknik, edukacja Teola (uczymy sie liter, robimy projekty tematyczne - Teol jest b. manualny, czyli lubi roznego rodzaju gadzety dla dziewczynek, typu naklejki, flamastry mieniace sie, brokat, ozdobki, etc, wiec pole do dzialania jest szerokie) no i zabawa!!!, oczywiscie. Co jakis czas wyrwiemy sie z tego raju gdzies dalej na wycieczke, ale szybko wracamy! I tak nam blogo uplywa czas w Grecji.
Stiwek jest na etapie planowania prezentacji (siebie) dla potencjalnych pracodawcow. We'll see.....
Chlopaki wlasnie na plazy i pewnie zaraz back, wiec koncze na dzis. Calus.

Tuesday, October 13, 2009

dom














Zapodam szybki apdejt, bo mamy z powrotem internet, ktory pojawial sie i znikal. Teraz jest od naszego landlorda, wiec moze na dluzej!

W pierwszych dniach pazdziernika wprowadzilismy sie do domku. Wynajmujemu parter z ogrodem. Jest bosko, co widac na zdjeciu, no i widok z tegoz ogrodu tez nie jest kiepski - na nasz nafplionski zamek!

back in nafplio

Sluchajcie, musialam zapodac to zdjecie, pt. 'Sloneczny Patrol'. To jest klasyka i tyle. No comment.



















A oto moj ulubiony 'Fireman Sam'!














I wrzesniowe popluskiwania na naszej ulubionej plazy Carathona (5 mins samochodem od naszego domu).












dalsze przygody peloponezyjskie

Potem byla Stoupa, niedaleko Kalamaty, czyli lotniska, czyli pelno Angoli, Niemcow i innych takich, co z reguly jezdza do Hiszpanii opalac sie na golasa wszedzie (pomimo podeszlego wieku), a tu niespodzianka. Byli tez tutaj i bylo ich wszedzie glosno i nie do wytrzymania. Tu jednak mieli troche bardziej litosci o uzywali bikini. W zwiazku z pozyzszym my na plaze nie chodzilismy, tylko skutecznie rozpracowywalismy basen. W szczegolnosci Teo. Byl po prosto wniebowziety, ze takie male niepozorne i w dodatku zolte rekawki sprawiaja, ze nie tonie! Po 2 dniach ucieklismy do Pylos, bo tam fajne miasteczko. Ewentualnie na dluzszy pobyt. Ale nie. Tez turysci i jakos tak nieprzytulnie. Ale zameczek mieli w porzadku.























A potem nic i nic i nic az do Patry, czyli punktu wyjscia (tam przyplynalismy przeszlo 2 m-ce temu z Italii) i przez most na lad do Nafpaktosu. Milutki porcik i to w zasadzie wszystko. Plaza kamienista (ok), ale tak to takie mini Ateny, czyli waskie uliczki, uciekasz przed samochodami (straszni kierowcy!!!!!!!) i nie ma gdzie sie przejsc i odetchnac. Wiec po 3 dniach i nocach kita back to Nafplio!

plywanie-monemvasia

Po tej uczcie dla ducha i oka w drodze powrotnej przylukalismy 'swimming point', jak sie dumnie nazywalo zejscie do morze ze skal. Byla drabinka, wiec nie bylo calkowicie hardkorowo, ale jednak co swimming point to nie plaza, milutki piaseczek, etc. To bylo cos super!! Woda przezroczysta z leciutkim polyskiem szmaragdu, na jakis 2,5 glebokosci korale na skalach, to zatoczka, wiec dookola skaly a w nich malutkie tunele i mini jaskinie. Maly raj, ze tak powiem. Siedzielismy tam nie wiem ile. Teo wskakiwal na ramiona i jazda po przygode. Ja zapodalam maske i zwiedzalam glebiny. Mysle, ze syn dal sie przekonac, ze pod woda duzo bardziej interesujaco niz nad i byla proba 'maski'.








Saturday, October 10, 2009

cdn

Ciag dalszy nastapi wkrotce, bo rodzina zaraz wroci z plazy a obiad nie gotowy!!!, wiec musze leciec. Aaaaaaa!

mini przewodnik po Peloponezie

Ruszylismy z Nafplio clockwise, wiec pierwszy przystanek byl w Monemvasii. Niesamowite miasteczko na ogromnej skale. Najpierw jest zwykle miasteczko (pierwsze zdjecie), z niego prowadzi most na ta wlasnie skale. I myslisz, no i co z tego, co mi po tej skale, po cholere mam na druga strone mostu przelazic. Ale nie ma tu nic bardziej mylacego, poniewaz po drugiej stronie skaly jest miasteczko, ktore od czasow sredniowiecznych bylo ciagle zamieszkiwane. No i to jest niesamowite. Wchodzisz przez olbrzymia brame, ktora byla brama do miasteczka (no i jest) i myslisz, o znowu ruiny beda... A tu nie! Slodkie uliczki, domki poprzyklejane do domkow, malusienkie sklepiki, do ktorych zeby wejsc trzeba sie lekko ugiac i to wszystko autentyczne, ludzie tam mieszkaja, sklepiki prosperuja, wow! Nie musze chyba mowic, ze widoki zatykaja. Tak w miasteczku jak i z miasteczka.





Aaaaaaaa, nie bijcie, juz jestem!!

Bardzo sorki, ze sie nie odzywalam.Wprowadzilismy sie do domku i nie bylo czasu sie ogarnac, nie mowiac juz o rozpakowywaniu trzech osob + zabawek Teodorka i pisaniu bloga. Wiem, wiem, to ostatnie powinno byc priorytetem, ale... Na szczescie lapiemy siec miejska (Nafplio ma swoj wi-fi!), wiec konatkt ze swiatem jest non-stop.
A teraz od poczatku, czyli jak wyjechal Tom, pod koniec sierpnia chlopak do szkoly sie spieszyl, to przyjechal Huw (jego starszy brat) traktujac nas jako finalny punkt podrozy przez kontynent, jak mowi (w odroznieniu do Angli, ktora nim nie jest, badz co badz). Znamy, wiemy jak taka podroz z plecakiem i namiotem itd wyglada, wiec chlopak sie porzadnie umyl i domyl, najadl rowniez i po tygodniu do domu zapodal idac sladami mlodszego brata. I znow bylo spokojnie i bylismy sami. Teo mial niezly przeglad rodzinny, zbudowal w glowce hierarchie kto czyj syn, brat, ojciec, mamusia, nie-mamusia, itd i do tego wszytsko w dwoch jezykach. Zaimponowal mi, nie powiem.
I jak tak zostalismy sami, to zaczelismy myslec. Bardzo grozne zajecie, jak mowi moj maz. I wymyslilismy, ze jak na razie i tak czekamy na odzew w sprawie pracy, to sobie pojezdzijmy jeszcze po Peloponezie i poogladajmy dziwy przyrody, kultury, etc. I tak zrobilismy!
A tu dla zainteresowanych: Stive prawie 30 lat temu, czyli Huw.



Sunday, August 30, 2009

wiecej fotosow

Oto fotosy z miejsca pt. Epidawros, czyli starozytny teatr. Slychac na gorze jak sie szepce na dole. Niezla przygoda. Oto Tom na samej gorze i ja z synem w polowie drogi, odpoczynek.



















A tu widoczek na zatoczke gdzie jestesmy w przeciwnego brzegu. Na szczycie gory zamek (pieknie podswietlony w nocy!)

Wednesday, August 19, 2009

Pierwsze kroki...

No wiec goraco tutaj... Taaa...
Jestesmy od soboty w Nafplio na Peloponezie. Mila zatoczka, nie powiem. Podobno przybylismy w najgoretszym momencie. Dla mnie, osobiscie, bardzo malezyjskie klimaty.
Jezeli chodzi o podroz to byla Czesja, Austria, Italia. Tam w Anconie wsiedlismy na statek z kabinO na 4 osobniki i heja do Patry, portu peloponezyjskiego! (dlugie te polskie slowa...) No i jestemy!
Zapraszam wszystkich zainteresowanych mna tudziez Gresza tudziez pieknymi widokami tudziez upalem tudziez brakiem zimy tudziez narciarstwem w Grecji tudziez brakiem powodow. Bedziemy tu przez czas nieokreslony, wiec... (Dla niewtajemniczonych sprzedalismy kasprowicza ze lza w oku i bawimy/pracujemy w Grecji! Zycie jest takie ciezkie...)
Caluje na dzis. Palce mnie bola bo korzystam z ajpoda mojego stepsyna Toma. Ciao!