A teraz od poczatku, czyli jak wyjechal Tom, pod koniec sierpnia chlopak do szkoly sie spieszyl, to przyjechal Huw (jego starszy brat) traktujac nas jako finalny punkt podrozy przez kontynent, jak mowi (w odroznieniu do Angli, ktora nim nie jest, badz co badz). Znamy, wiemy jak taka podroz z plecakiem i namiotem itd wyglada, wiec chlopak sie porzadnie umyl i domyl, najadl rowniez i po tygodniu do domu zapodal idac sladami mlodszego brata. I znow bylo spokojnie i bylismy sami. Teo mial niezly przeglad rodzinny, zbudowal w glowce hierarchie kto czyj syn, brat, ojciec, mamusia, nie-mamusia, itd i do tego wszytsko w dwoch jezykach. Zaimponowal mi, nie powiem.
I jak tak zostalismy sami, to zaczelismy myslec. Bardzo grozne zajecie, jak mowi moj maz. I wymyslilismy, ze jak na razie i tak czekamy na odzew w sprawie pracy, to sobie pojezdzijmy jeszcze po Peloponezie i poogladajmy dziwy przyrody, kultury, etc. I tak zrobilismy!
A tu dla zainteresowanych: Stive prawie 30 lat temu, czyli Huw.

OMG :D
ReplyDelete