Tuesday, October 13, 2009

plywanie-monemvasia

Po tej uczcie dla ducha i oka w drodze powrotnej przylukalismy 'swimming point', jak sie dumnie nazywalo zejscie do morze ze skal. Byla drabinka, wiec nie bylo calkowicie hardkorowo, ale jednak co swimming point to nie plaza, milutki piaseczek, etc. To bylo cos super!! Woda przezroczysta z leciutkim polyskiem szmaragdu, na jakis 2,5 glebokosci korale na skalach, to zatoczka, wiec dookola skaly a w nich malutkie tunele i mini jaskinie. Maly raj, ze tak powiem. Siedzielismy tam nie wiem ile. Teo wskakiwal na ramiona i jazda po przygode. Ja zapodalam maske i zwiedzalam glebiny. Mysle, ze syn dal sie przekonac, ze pod woda duzo bardziej interesujaco niz nad i byla proba 'maski'.








No comments:

Post a Comment