Tuesday, October 13, 2009

dalsze przygody peloponezyjskie

Potem byla Stoupa, niedaleko Kalamaty, czyli lotniska, czyli pelno Angoli, Niemcow i innych takich, co z reguly jezdza do Hiszpanii opalac sie na golasa wszedzie (pomimo podeszlego wieku), a tu niespodzianka. Byli tez tutaj i bylo ich wszedzie glosno i nie do wytrzymania. Tu jednak mieli troche bardziej litosci o uzywali bikini. W zwiazku z pozyzszym my na plaze nie chodzilismy, tylko skutecznie rozpracowywalismy basen. W szczegolnosci Teo. Byl po prosto wniebowziety, ze takie male niepozorne i w dodatku zolte rekawki sprawiaja, ze nie tonie! Po 2 dniach ucieklismy do Pylos, bo tam fajne miasteczko. Ewentualnie na dluzszy pobyt. Ale nie. Tez turysci i jakos tak nieprzytulnie. Ale zameczek mieli w porzadku.























A potem nic i nic i nic az do Patry, czyli punktu wyjscia (tam przyplynalismy przeszlo 2 m-ce temu z Italii) i przez most na lad do Nafpaktosu. Milutki porcik i to w zasadzie wszystko. Plaza kamienista (ok), ale tak to takie mini Ateny, czyli waskie uliczki, uciekasz przed samochodami (straszni kierowcy!!!!!!!) i nie ma gdzie sie przejsc i odetchnac. Wiec po 3 dniach i nocach kita back to Nafplio!

No comments:

Post a Comment